Konbini-kun - Junko

TYTUŁ POLSKI: Konbini-kun
TYTUŁ ORYGINALNY: Conveni-kun (コンビニくん)
AUTOR: Junko
WYDAWCA POLSKI: Kotori
WYDAWCA JAPOŃSKI: Tokuma Shoten
DATA WYDANIA W PL: grudzień 2015
DATA WYDANIA W JP: 2010
GATUNEK: dramat, komedia, okruchy życia, romans, yaoi

Nim się obejrzałam, minął miesiąc od poprzedniej recenzji. Szkoła sprawiła, że nie miałam czasu na czytanie, bo w moim przypadku koniec semestru to czas "wyciągania" ocen na prostą. Wszystkiego związanego ze szkołą jeszcze nie załatwiłam, ale dzisiaj, po stresującym dniu, postanowiłam przeczytać coś na rozluźnienie. Mój wybór padł na Konbini-kun, nowe yaoi wydawnictwa Kotori, które upatrzyłam wczoraj na półce w pobliskim Empiku. Mimo tego, że czytałam skanlacje tej mangi przed zlicencjonowaniem, nie mogłam się powstrzymać od zakupu, bo przez szmat czasu nie dodałam do swojej kolekcji żadnego z tytułów wydanych przez Kotori. No i w końcu udało mi się to zmienić!

Główna historia zawarta w tomiku opowiada o Endou Nakabie, który po roku spędzonym we własnym pokoju, koniec końców, postanawia z niego wyjść i zmierzyć się ze światem zewnętrznym. Wszystko dzięki jego zmartwionym rodzicom, którzy proszą wujka chłopaka o to, by ten zaproponował mu pracę w swoim sklepie z artykułami spożywczymi, otwartym 24 godziny na dobę (tzw. konbini). Endou zgadza się i niedługo później poznaje innych pracowników sklepu - Haru (którego nazwiska nie pamiętam i zastanawiam się, czy nie zostało one podane, czy je po prostu przeoczyłam) i Kouheia Yamai. Oczywiście, zbyt kolorowo być nie mogło. Po tak długim czasie, jaki Nakaba spędził odizolowany od reszty świata, ciężko mu jest się przystosować do ponownych kontaktów z ludźmi. Mimo tego, że chłopak się stara, to nie potrafi obsłużyć klientów ze swobodą i uśmiechem na ustach. W całej tej sytuacji nie pomaga Yamai, który gromi chłopaczynę spojrzeniem i jest do niego nieprzyjemny na każdym kroku. Aczkolwiek wkrótce ich stosunki, w wyniku pewnego incydentu, ulegają drastycznej zmianie, a wcześniejsza niechęć przeradza się w przyjaźń. Tylko czy będzie ona na tyle trwała, by nie rozpaść się w chwili, w której Kouhei pozna prawdę o wydarzeniach z przeszłości Endou? Co tak naprawdę sprawiło, że chłopak przerwał naukę i zamknął się we własnym pokoju na cztery spusty?

Fabuła naprawdę przypadła mi do gustu. Mangę czytało się lekko i przyjemnie, a dzięki temu, że było w niej zarówno dużo zabawnych sytuacji, jak i tych poważniejszych, całość zyskała niezwykły klimat. Tomik pochłonęłam za jednym zamachem i bawiłam się przy nim przednio. Nawet wcześniejsze przeczytanie Konbini-kun w formie skanów nie zepsuło mi lektury tej jednotomówki. Muszę przyznać, że główną zaletą tego tytułu są postacie. Wydają mi się takie... Prawdziwe. Podczas czytania wyraźnie można odczuć, że ich charaktery nie zostały wykreowane na siłę. W tomiku oprócz głównej historii znajduje się także jednorozdziałowa opowieść o innej parze, a także rozdział specjalny nawiązujący do historii Endou i Kouheia. Co dziwne, każda z części tego tomiku bardzo mi się podobała. Wiadomo, główna historia była o wiele bardziej rozwinięta niż wątek Mahiro i Nariego, ale mimo to nie miałam problemu z emocjonalnym "wczuciem się" w opowieść o tej parze. Za plus mogę uznać także to, że opowieść poboczna zaspokoiła moje oczekiwania całkowicie, nie pozostawiając po sobie niedosytu, co się czesto zdarza w wypadku one-shotów.

Kolejną wielką zaletą Konbini-kun jest kreska. Wcześniej czytałam już kilka mang autorstwa Junko i muszę przyznać, że w każdym z przypadków byłam zadowolona ze strony wizualnej. Kreska jest schludna i przede wszystkim ładna. Przewracając kolejne strony przyłapywałam się na tym, że zatrzymywałam się na niektórych stronach dłużej, niż było potrzeba, i przypatrywałam się rysunkom. Na szczególną uwagę zasługują twarze bohaterów, które są cudnie narysowane. Emocje, które na nich panują, są przedstawione w wyraźny sposób, co uważam za wielki plus.

Przechodząc do samego wydania: Kotori spisało się świetnie. Uwielbiam ich mangi ze względu na skrzydełka - bardzo wygodnie mi się z nimi czyta. Okładka jest śliska w dotyku, a nie matowa, jak większość innych mang Kotori (przynajmniej tych, w których jestem posiadaniu), ale muszę przyznać, że taki zabieg pasuje do tych kolorowych ilustracji - możliwe, że w matowej formie całość nie prezentowałaby się aż tak dobrze. Czcionki są czytelne i ładne, a wszystkie sfikusy zostały usunięte i zastąpione polskimi odpowiednikami (o ile czegoś nie przegapiłam). Numeracja znajduje się na każdej ze stron na wewnętrznym marginesie, co uważam za plus, bo nie przepadam za stosowaniem numeracji na marginesach zewnętrznych - wtedy z większości stron numerki znikają i nijak nie mogę się dowiedzieć, na jakim etapie przerwałam czytanie. Zdziwił mnie za to fakt, że myśli bohaterów mają szary kolor. Wcześniej spotkałam się z takim zabiegiem jedynie w wypadku skanlacji i na razie nie wiem co o tym myśleć. W sumie to dzięki temu łatwiej rozróżnić, czy dany dymek jest dialogiem czy myślą, ale i tak... Mam co do tego mieszane uczucia.

Podsumowując, muszę powiedzieć, że w żadnym wypadku nie żałuję dokonanego zakupu. Dzięki temu tomikowi odświeżyłam sobie całą historię, a do skanlacji bym pewnie tak prędko nie wróciła. Historia przedstawiona w tej jednotomówce jest dobra, ale nie jest niczym odkrywczym czy zaskakującym. O, taka manga na rozluźnienie, idealna do poczytania o tej porze roku, gdy zmrok zapada bardzo szybko.

BOHATEROWIE: 4/5

FABUŁA: 3,5/5

KRESKA: 4,5/5

OCENA: 8/10


Czytaj więcej

Noragami「1」- Adachitoka

TYTUŁ POLSKI: Noragami
TYTUŁ ORYGINALNY: Noragami (ノラガミ)
AUTORZY: Adachitoka
WYDAWCA POLSKI: Studio JG
WYDAWCA JAPOŃSKI: Kodansha
DATA WYDANIA W PL: październik 2015
DATA WYDANIA W JP: 2011
GATUNEK: komedia, fantasy

Na premierę mangi Noragami w Polsce czekałam od momentu, w którym anime o tym samym tytule ujrzało światło dzienne. Wcześniej nie miałam najmniejszego pojęcia o istnieniu takowej mangi, a po obejrzeniu anime omijałam skanlacje szerokim łukiem - podświadomie liczyłam na to, że seria zostanie wydana po polsku, więc nie chciałam zepsuć sobie późniejszej lektury papierowego tomiku fanowskim tłumaczeniem. Ku mojemu niewyobrażalnemu szczęściu prośby te zostały wysłuchane... A nawet nie ofiarowałam żadnemu z bóstw pięciojenowej monety!

Otwierając nowiutki, jeszcze pachnący drukarnią tomik, spodziewałam się, że opowieść zacznie się tak samo, jak jego wersja animowana. Myliłam się. W pierwszym rozdziale przedstawiona została historia mająca miejsce przed wydarzeniami z anime, co było dla mnie całkiem przyjemnym zaskoczeniem. Już na pierwszych stronach poznajemy Mutsumi, dziewczynę gnębioną przez klasę, która nie mogąc sobie poradzić z szykanowaniami, zamyka się w jednej z kabin szkolnej toalety. Przez łzy, na ściance kabiny pośród wielu innych bohomazów, dostrzega niedbale zapisane ogłoszenie wraz z numerem telefonu. "Yato ♛ Usługi cały rok! Profesjonalne rozwiązywanie problemów!" - a jako, że tonący nawet brzytwy się chwyci, to nastolatka niemalże od razu, bez większego zastanowienia wybiera numer do tajemniczego Yato. Który, nawiasem mówiąc, nie dłuższą chwilę później pojawia się dosłownie nad jej głową, zawieszony na drzwiach kabiny razem ze swoją towarzyszką Tomone. Chłopaczyna przedstawia się Mutsumi jako bóstwo, więc nic dziwnego, że ona, całkiem przerażona, zwiewa od tej dziwnej dwójki tam, gdzie pieprz rośnie (czyli prosto do klasy). Właśnie wtedy mamy okazję zaobserwować zachowanie rówieśników w stosunku do dziewczyny. Nie ulega wątpliwości to, że jest ona przez nich nękana i nagminnie obrażana.

Chyba nie skłamię, jeśli napiszę, że rozdział pierwszy jest po prostu niczym innym, jak wstępem do całej późniejszej historii. Fabuła w nim zawarta skupia się w większości na rozwiązywaniu problemów Mutsumi, które są według mnie pretekstem do tego, aby przybliżyć nam postać jednego z głównych bohaterów tej mangi, a mianowicie - Yato. Bo to wokół niego i dwóch innych bohaterów tejże mangi kręcić będzie się dalsza opowieść. Zabieg ten uważam za całkiem niezły, bo w rozdziale wcale nie wieje nudą, jak mogłoby się wydawać, a dodatkowo rozjaśniono w nim częściowo to, w jaki sposób funkcjonuje świat przedstawiony w Noragami. Mamy tutaj też kilka ważnych pojęć, które z pewnością przydadzą się w zrozumieniu kolejnych części mangi.

W sumie w tomiku znajdują się trzy rozdziały - więc jak można zauważyć, na tą "właściwą" historię pozostały nam tylko dwa. Chociaż, może słowo tylko nie jest tutaj odpowiednie, bo każdy z rozdziałów jest obszerny (aczkolwiek, jak tak teraz patrzę, to pierwszy zajmuje najwięcej stron). Prawdę mówiąc, największą frajdę sprawiło mi czytanie dwóch ostatnich rozdziałów. Pojawia się w nich Hiyori - dziewczyna pałająca wielką miłością do wrestlingu. Właśnie tą cechą Hiyori załapała u mnie sporego plusa, bo dzięki temu wyróżnia się z tłumu wielu innych kobiecych postaci (i męskich w sumie też). Nawet Yato zwrócił na nią uwagę, ale to już z innego powodu, niż ja. Otóż, bóstwa takie jak Yato, w większości przypadków są niezauważane przez ludzi. Hiyori jednak stanowi wyjątek od reguły, a dostrzeżenie przez nią Yato nie skończyło się za dobrze. Kiedy ten, wykonując swoje kolejne zlecenie (polegające na odnalezieniu zagubionego kotka), przebiega za zwierzątkiem przez ulicę, by je złapać, nastolatka rusza za chłopakiem, chcąc go ocalić od nieuchronnego wypadku. Kończy się to tym, że autobus potrąca Hiyori, a nie Yato. W późniejszym czasie okazuje się, że za sprawą wcześniejszej kolizji dziewczyna utknęła pomiędzy światami, w wyniku czego jej dusza od czasu do czasu będzie bezwiednie opuszczać ciało. Od tej chwili ścieżki bezdomnego, pomniejszego bóstwa Yato, noszącego pod ubraniem butelkę wypełnioną ciężko zarobionymi pięciojenowymi monetami i Hiyori, do tej pory zwykłej śmiertelniczki, połączyły się na dobre.

Osobiście uwielbiam Yato. Jego podejście do otaczającego go świata jest rozbrajające, dzięki czemu manga zyskuje dużo pod względem humorystycznym. Nie oznacza to jednak, że bóstwo jest niemądre. Założę się, że w Noragami będzie jeszcze dużo okazji do zaobserwowania jego inteligencji i życiowego doświadczenia. O Hiyori na razie nie wiemy zbyt wiele, oprócz tego, że pochodzi z wysoko usytuowanej rodziny, jest wiecznie chętna do pomocy i lubi wrestling. Muszę przyznać, że darzę ją sympatią, bo niczym mnie nie zirytowała. Taka o, troskliwa i całkiem bystra, zwyczajna dziewczyna. Pod koniec tomiku pojawia się jeszcze jedna ważna postać, o której wolałabym tutaj niczego nie pisać, bo nie chciałabym zdradzić za dużo informacji na temat tego tomiku.

Noragami zostało wydane w Polsce przez Studio JG. Gdy dowiedziałam się, że to właśnie te, a nie inne wydawnictwo zajmie się tą mangą, mogłam być w zupełni spokojna o jedno - wizualne prezentowanie się tomiku. No i się nie zawiodłam. Studio postawiło na wydanie mangi z matową obwolutą posiadającą lakier wybrany i prezentuje się ona po prostu fenomenalnie. Tomik dobrze leży w dłoni, klejenie wygląda na mocne, dzięki czemu można czytać mangę bez obaw o to, że grzbiet się powygina. Wewnątrz znajduje się kilka kolorowych stron, w których skład wchodzi jedna z logiem, następna z rysunkiem, a jeszcze kolejna ze spisem treści. Czcionki są czytelne i zostały trafnie dobrane do poszczególnych sytuacji. Dodatkowo nie zauważyłam żadnej niewyczyszczonej onomatopei, więc pod tym względem jest naprawdę dobrze. Na dużą pochwałę zasługują również wyjaśnienia od tłumaczki zawarte na końcu tomu!
Nie zaskoczyło mnie aż tak bardzo to, że pośród tych wszystkich zalet znalazła się także wada. Mianowicie? Tomik kosztuje 22,90zł, podczas gdy przez dłuuugi czas twierdzono, że będzie on kosztował 19,90zł. Według mnie ta podwyższona cena za tom w standardowym formacie i papierowej okładce jest bardzo wygórowana. Ponoć zawiniły "drogie materiały". Ile w tym prawdy - nie mnie osądzać. Na szczęście udało mi się zamówić tomik w prenumeracie za cenę przed podwyżką, dzięki czemu uniknęłam dodatkowych kosztów.

Pokochałam Noragami jako anime, więc jak mogliście się domyślić, manga też skradła moje serce. Przygody Yato i spółki na papierze to świetna rzecz! Już nie mogę się doczekać kolejnych tomów, chociaż cena trochę odstrasza... Cóż, jakoś to przeżyję. Mój biedny portfel już boli.

BOHATEROWIE: 5/5

FABUŁA: 5/5

KRESKA: 3,5/5

OCENA: 9/10

Witam wszystkich, którzy weszli na tego bloga! Cieszę się, że tutaj jesteście! 
Zastanawiałam się, czy napisać osobną notkę z przywitaniem, ale stwierdziłam, że nie miałabym aż tak sporo do napisania, ażeby wyszło z tego coś porządnego... Dlatego postanowiłam, że dopiszę krótką notatkę pod recenzją. Jak już pewnie się domyślacie, przeznaczeniem tego bloga będzie umieszczanie na nim (tutaj poproszę o udawane zdziwienie) recenzji przeczytanych przeze mnie mang. Od dłuższego czasu planowałam założyć sobie bloga w tym stylu, ale do tej pory brakowało mi do tego motywacji... A jako, że w tym tygodniu się rozchorowałam, to dysponowałam nadmiarem czasu, więc przysiadłam do komputera i wzięłam sprawy w swoje ręce! Miałam trochę problemów z dostosowaniem szablonu, ale teraz wygląda tak, jak sobie to wcześniej wymarzyłam.
Na razie niektóre ze stron w menu nie są jeszcze dostępne - za niedługo powinnam je uzupełnić, więc nie martwcie się, jeśli któraś z nich przez jakiś czas nie będzie chciała się otworzyć.
Mam nadzieję, że jeszcze do mnie zawitacie. No i... Nie zjedzcie mnie!
Czytaj więcej
Obsługiwane przez usługę Blogger.

© Copyright Sleepy routine - Mangowy kącik